Odwilż jest, temperatury na plusie już trzeci dzień i jak napisałam w odpowiedzi na komentarz Ludolfiny pod poprzednią notką, dopadło mnie ogrodnicze podniecenie! Śnieg w ogrodzie robi się coraz cieńszy, woda spływa strumieniami i kałużami, a tu jeszcze Stary stanął rano przy oknie w sypialni i powiedział, że już widać skrzyniowe grządki w warzywniku! Poniżej ich fotka sprzed czterech dni:
Oprócz podniecenia napłynęła od razu fala paniki, bo to, ile mnie teraz czeka roboty, jest nie do opisania. A zwłaszcza, że nie mam do tego (jeszcze) gruntownej rozpiski w punktach i podpunktach ani w tabelce, więc przepełnia mnie poczucie chaosu i wielkiej niewiadomej.
Dobrze, że chociaż rozplanowałam już warzywnik na na nowy sezon, z uwzględnieniem zasad następstwa roślin, a także ich wzajemnego sąsiedztwa, a także z uwzględnieniem trzech skrzyń kwadratowych, które jeszcze nie istnieją, ale Stary obiecał. Skrzynie te dopełnią i zamkną organizację mojego warzywnika - tak to sobie wymyśliłam i rozplanowałam i obiecuję solennie, że to już będzie koniec z tymi skrzyniami. Dopełnieniem samego ogrodu warzywnego będą jeszcze: fasolnik na tyczkach, chrzan i różne zioła. No i mam już tam przecież kilkanaście nowych róż i piękne zadomowione już odmianowe lilaki, które były posadzone jeszcze za czasów kurnikowych.
A to które rośliny się wzajemnie lubią (lub nie lubią), to nie żadne zabobony, tylko allelopatia i warto poczytać, bo to naprawdę bardzo ciekawe rzeczy. Korzystam oczywiście ze ściąg, bo nie wszystko umiem na pamięć, ale od lat sadzę czosnek pomiędzy truskawkami, a marchewkę na przemian z porami lub cebulą, bo są to akurat sąsiedztwa pożądane i wtedy roślinki mogą sobie wzajemnie pomagać w życiu.
Ten sezon będzie pierwszym pełnym sezonem po moim odejściu z pracy, co mnie znowu wprawia w entuzjazm, ale panika towarzyszy oczywiście też, bo znam siebie i wiem, jak ja funkcjonuję z tymi pracami ogrodowymi - że odpuszczam dopiero wtedy, gdy już ryjem o ziemię walnę. Trzeba by wdrożyć jakieś elementy podejścia rozumowego. W końcu skończyłam właśnie przed chwilą 64 lata i jestem już STAROM BAPCIOM.
Tak więc szarpią mną odczucia paradoksalne.




