Ponieważ teraz są modne różne jogi szczegółowe, jak na przykład "joga twarzy", "joga w krześle" czy "joga na tarasie", to i ja postanowiłam nadążać za czasami i mam swoją jogę na tarasie. No bo jak Stary wykończył tarasik i ustawiliśmy tam stolik i krzesła, to... aż się prosiło rzucić jeszcze matę. I tak jakoś samo z siebie się porobiło, że od połowy lipca robię sobie codziennie krótką praktykę (tak z pół godziny), rano przed śniadaniem. Wczoraj pierwszy raz mi się tam zachciało wejść do stania na głowie, ale zaniechałam, bo wiało dość mocno i trochę mi dziwnie było, bo ja przecież nie wiem, jak się na wietrze stoi na głowie! Ale dziś już nie wiało.
24 lipca 2026
16 lipca 2026
Dwa posty tego samego dnia - omatkoicórko, koniec świata! No ale skoro tarasik się podoba, to pokażę Wam tu jeszcze filmik
Powoli mija lato i choć lipiec mamy chłodny, to akurat chwilowo jest gorąco i padłam w środku dnia i zaległam.
Mamy w tym roku w ogrodzie klęskę urodzaju i wreszcie są owoce, prawie wszystkie! Mam porzeczki czarne i czerwone, pochrupałam trochę agrestu i podskubuję jeżynomaliny, kończą się już czereśnie, zaczęły się maliny. Będą jabłka, gruszki i borówki. W zestawieniu z ubiegłym sezonem, kiedy nie było prawie nic, to jest naprawdę szaleństwo. Jest przy tym oczywiście kupa roboty i nie nadążam ze wszystkim tak, jak bym chciała, a doba nie jest z gumy.
Mam też ładne warzywa w moich skrzyniach, natomiast niezbyt imponująco zapowiadają się pomidory w foliaku - jakoś mi się wydaje, że słabo się zapylają, bo kwitną i kwitną, ale niewiele owoców wiążą.
Na bieżąco pilnuję róż - są wszystkie podlane i ogławiane/przycinane kiedy tego wymagają. Nie jestem natomiast w stanie dopilnować odchwaszczania, więc tu działania odbywają się zrywami w stylu rozpaczliwym.
Powoli, w miarę obserwowania ogrodu, rysują nam się plany pewnych reorganizacji jesienno-zimowych, które mają na celu zapobiec wypruwaniu z siebie flaków na tych naszych areałach. Będzie przeorganizowany maliniak, z ograniczeniem ilości malin i to jest nowy pomysł, moim zdaniem zmiana niezbędna. Co roku bowiem nie mogę się wyrobić z odchwaszczaniem malin, a chwastami są tam głównie pokrzywy, co skutkuje tym, że rzucam się do ich wyrywania dopiero wtedy, gdy sięgają po pas, bo jednocześnie zaczynają się już rumienić maliny i nie ma jak się do nich przedostać.
W lipcu, jednym żwawym zrywem, Stary zrobił cudny tarasik w miejscu, gdzie najczęściej latem przesiadujemy, tuż przy tylnym wyjściu na ogród, przy ścianie domu. Był tam zwykły typowy starodawny podest z betonu, a obecnie jest drewniany taras ze stopniami z belek konstrukcyjnych odzyskanych poremontowo z naszego domu. Super jest teraz to miejsce, a "before i after" robi chyba wrażenie!
05 lipca 2026
Muszę złożyć meldunek o zmianach w Gospodarstwie, bo dawno nic nie było. Wiatka jest ukończona, no prawie, ale jak ja znam życie, to te wykończenia będą teraz trwały dziesięć lat, bo Stary przerzucił się już na drugą stronę budynku i znienacka tam machnął drewniany tarasik. Jednak i taka niewykończona wygląda pięknie i nawet jej tam wczoraj dałam krwistoczerwone pelargonie (a mowa tu o krwi żylnej).
Wiatka przechowuje również chwilowo motor kolegi, który przyjechał do nas któregoś popołudnia, po czym trzasnął, strzelił i zaniemógł - motor znaczy, nie kolega. A kolega to nawet się ucieszył, bo mógł się napić nalewki i został odwieziony do domu (a te zdjęcia to widzę, że znowu chyba robione brudnym telefonem!).
I naprawdę jest tu teraz CICHO! Coś niesamowitego, jak ta zmiana jest odczuwalna w naszym domu i w ogrodzie. Jak cicho jest w nocy! A już na trasie do Słupska, tą drogą niegdyś krajową, a obecnie wojewódzką - trudno spotkać współużytkowników. I jedzie się tak, jakby to był, nie przymierzając, amerykański film drogi! Co prawda trzeba czasem postać na dwóch już odcinkach ruchu naprzemiennego, regulowanego światłami lub bardziej tradycyjnie - machaniem rąk ludzkich, ale wiadomo, że to przejściowo.
Wczoraj pojechałam tą drogą na randkę z mężem i to był mój grzeszny dzień, bo żarłam pizzę na obiad, czyli białą mąkę, która mi rozwala system. Stary co prawda dostał pizzę tam, gdzie chciał, ale za to musiał potem po mnie przyjechać drugi raz, bo po pizzy oddaliłam się na spotkanie towarzyskie przy winie. Dziś dzień w podobnym gronie, ale już nie towarzysko, tylko popracujemy przy organizacji Dnia Otwartego w schronisku, a na koniec sobie wezmę Lokisa na spacerek. Ostatnio zabłądziłam z nim w lesie i musiałam się posiłkować mapą Google, bo chyba bym sama nie dała rady wyleźć na trasę powrotną.
W moim spokojnym wiejskim życiu emerytki podoba mi się też to, że jak sobie przesadzę dwa kwiatki i upierdzielę ziemią parapet w pokoju, to go sobie mogę posprzątać pojutrze i nie zakłóca mi to przepływu energii w umyśle.
28 czerwca 2026
No i mamy to, proszę państwa - mamy imię zmienione na "Józef". Z twórcą strony jestem w kontakcie, być może skontaktuję się też z prawnukiem Józefa, który mieszka w Belgii, ma na imię Christophe i nie mówi po polsku. Muszę też wreszcie poszukać tego zdjęcia, zwłaszcza, że już ciocia seniorka z Wrocławia obiecała pomoc w identyfikacji. Ach, jak by się mama ucieszyła!
