20 października 2026

Idzie zima, co ma swoje dobre strony, bo wreszcie można z dnia wyodrębnić solidny kawałek wieczoru. Latem wieczorów nie ma, jest tylko dzień i noc, a teraz to już dzień jest naprawdę dużo krótszy i można wprowadzić do harmonogramu wieczory z drutami i laptopem.

Powolutku sobie robię jesienne prace i czekam na nowe róże, które wkrótce przyjadą. Nie będzie ich dużo, ale wraz z sadzeniem nowych róż pojawia się konieczność poprzesadzania niektórych innych, a zresztą nie tylko róż. No ale zawsze jest sporo jesiennych tych jesiennych prac. Wydaje mi się, że w miarę wyrabiam na zakrętach z tym ogrodem, oczywiście nie wszędzie jednakowo, ale właśnie tak ma być. Teraz przede mną czas przerabiania jabłek i będę na pewno robić renety do słoików, taki puch do szarlotek i na zimny sos chrzanowo-jabłkowy, który jest świetnym dodatkiem do mięs i niech się wtedy schowają wszystkie musztardy, sosy czosnkowe i inne keczupy.

W warzywniku powschodziła mi już gorczyca, wysiana na poplon wszędzie tam gdzie pozbierałam już plony. Buraczki nastawiłam na zakwas buraczany w dużym  kamieniaku i mieszam codziennie, wdychając ten cudny zapach. Mam nadzieję, że i zakwas wyjdzie fajny. 

A wczoraj posadziłam czosnek i mam nadzieję, że urośnie tak wspaniale, jak w tym roku. 

Z poligonu serwetkowego: lniana zielonkawa została sprzedana, a jeszcze kolejna z tego samego wzoru (już czwarta) w kolorze ecru robi się na zamówienie i wkrótce pojedzie do Krakowa.
Bardzo ładnie ma się też tej jesieni sprzedaż moich kremów i w samym październiku sprzedałam już piętnaście. Nie wiem, jak to się stało, że tak się sprawy rozkręciły, ale bardzo mnie to cieszy. Nie mam pojęcia, czy to jest taki chwilowy pik, czy ta tendencja się utrzyma, sama jestem ciekawa. 
To dla mnie ważne, bo pozwala dorzucić coś do emeryckiego portfela, zwłaszcza, że nigdzie już nie jeżdżę do pracy, za którą by mi płacili. 

08 października 2026

Pojutrze minie rok od dnia, kiedy zamieszkała z nami Nuka. Najpierw był długi proces zapoznawania jej z naszą rodziną, czyli z dwiema osobami ludzkimi i dwiema psięcymi, a potem już na zawsze dołączyła do stada. W listopadzie Nuka skończy dziewięć lat, jest więc już babcią, ale żwawą, tak jak ja.

Jakiś czas temu, już po odejściu Kory wykiełkował pomysł, żeby przygarniać na spokojną i szczęśliwą emeryturę jakąś starszą sunię ze schroniska, a potem kolejną, kiedy zwolni się miejsce w naszym stadzie. Był też wtedy plan na trzy psy jednocześnie, ale niestety nad tym planem ciąży klątwa pożegnań i wychodzi na to, że dwa to jest liczba, przy której musimy pozostać. Zresztą obecnie, nie ukrywajmy, wyżywienie takiego krówska jak Nuka, nie pozostawia już przestrzeni finansowej na kolejne żarłoki.

To nasz trzeci pies ze słupskiego schroniska, a szósty w ogóle i z pewnością - nigdy więcej żadnych kupowanych psów; teraz, gdy mija już czwarty rok mojego wolontariatu jest to dla mnie jasne jak słońce.

Taka to była wtedy nieszczęśliwa i smutna szkieletorka...

Odkarmiliśmy ją, rozpieściliśmy, sprawiliśmy, że się stała radosną i szczęśliwą sunią. Rozprogramowaliśmy ją też trochę i już nie jest taką tresowaną niemiecką maszyną, potrafi nawet nie przyjść na zawołanie. No i nauczyła się od Gucia świrowania przy podpinaniu szelek na spacer, ale za to Gucio nauczył się od niej nieświrowania po usłyszeniu dzwonka do furtki (ale to tylko wtedy, gdy są w domu i drzwi do ogrodu są zamknięte, więc nie od wiosny do jesieni, bo wtedy wybiegają otwartymi drzwiami jak wystrzeleni z procy i drą ryja przy furtce).
Trzeba było ją nauczyć głaskania, przytulania, pieszczoty - zupełnie tego nie umiała obsługiwać, ani nie wiedziała, co to takiego i co to się dzieje... To teraz już umie. W nocy śpi z nami w sypialni, ma posłania w kilku miejscach w domu i korzysta z tego, które pozwala jej pozostawać z nami w kontakcie. W ogrodzie, gdy jest sama, to pilnuje obejścia w swoim ulubionym miejscu z widokiem na furtkę, a kiedy ja też z nią wychodzę, to nie odstępuje mnie na krok. Pięknie wtedy okazuje radość, biegnąc obok i wznosząc do góry szeroko rozdziawiony pysk z tymi swoimi rzadkimi zębami. 
Moja owczarka rzadkozębna.  

17 września 2026

Teraz robię niciankę z zielonkawego lnu, który mi został po dzierganiu bluzeczki. No i zaczęłam modyfikować wzór, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy, bo liczenia jest co niemiara!

Dziś jest dzień udanych zakupów i nie mówię tu o żarciu dla psów, które również przyjechało z paczkomatu, ale o pewnych pięknych upominkach, darowanych dla mnie i ode mnie. Brzmi tajemniczo, ale zdradzę część tej tajemnicy - otóż przyjechały do mnie dziś trzy róże zupełnie gratis: ta o której marzyłam i to w dwóch egzemplarzach i jeszcze trzecia, o której nie marzyłam, bo nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Moczą się teraz i jutro będą sadzone i jest to prezent od zupełnie obcej osoby, koleżanki z grup różanych na facebooku. Kolejne trzy róże kupiłam sobie już normalnym trybem, w szkółce różanej, z wysyłką jak należy czyli w końcu października, ale też za nie (prawie) nic nie zapłaciłam, bo wykorzystałam bon prezentowy od przyjaciółki. Sześć róż przybyło więc do mojej kolekcji: Aspirin Rose z firmy Tantau i pięć innych - spod ręki Łukasza Rojewskiego.

08 września 2026

Z uroków życia wiejskiego to chyba tyle, że nadchodzi jesień, a więc w domu kończą się muchy, a zaczynają się myszy. Zaczyna się również palenie w piecu i grzanie podłogówki, bo wieczorami już jest naprawdę nieprzyjemny chłód, zwłaszcza jeśli poprzedziła go seria dni z monsunowymi wręcz opadami deszczu. 

Pierwszą w tym sezonie mysz powitaliśmy uroczyście w kuchni - w kontenerze na kubełki do segregacji odpadów dnia 5 września. Po czym śmignęła w narożnik tejże wnęki i skrobała tam przez jakiś czas, a następnie przepadła i nie dała się skusić na dwie żywołapki wyposażone w chrupki psiej karmy oraz kawałeczek hiszpańskiej kiełbasy dojrzewającej fuet, mojej ulubionej, którą sobie od ust odjęłam. Dziś próżno by jej wypatrywać, bo mamy ocieplenie, by nie rzec że upał, jak to często u nas bywa - jednodniowy. A skoro tak, to powróciły muchy, wiadomo.

Skończyłam kolejną koronkową niciankę, śliczna wyszła, lekka i cieniutka.

Bardzo mi się podoba ten wzór i chyba go kiedyś zrobię znów. A w ogóle, to mi chodzi po głowie taki pomysł, żeby tę nicianą serwetkę zrobić w wersji z nici sporo grubszej, na przykład lnianej (lub len z bawełną) i taka serwetka byłaby obrusem na okrągły stolik, który latem mieszka w ogrodzie, a zimą w naszej sypialni.

Korci mnie też strasznie nauka przeprojektowywania ażurów, na razie w formie drobnej korekty oryginalnego projektu - na przykład modyfikowania zewnętrznego borderu, bo nie w każdym projekcie mi się on podoba.

25 sierpnia 2026

 No i jest, abażur pod znakiem "kto bogatemu zabroni"!

To jest lampka, która stoi na parapecie okna, a tuż obok jest sofa. Na tej sofie zalegam produkując moje dzianiny, światło mam zza lewego ramienia - wszystko jedno czy dzienne, czy z lampki, jak wyżej. Dawno temu, kiedy jeszcze mieszkałam w bloku, ta lampka przyjechała ze mną z domu mojego dziadka na Dolnym Śląsku i jest to stara drewniana lampka poniemiecka, więc pasuje tu jak złoto.

No i trzecia serwetka się robi, ale chyba będzie żałośnie mała, bo schemat ma tylko 73  rzędy.