Byliśmy z Nuką u weta i to pierwszy raz już u tego naszego, do którego jeździmy ze wszystkimi zwierzętami.
Postanowiliśmy nie chodzić już do lecznicy, z którą schronisko ma podpisaną umowę i gdzie miał się odbyć zabieg usunięcia tej narośli, którą miała na grzbiecie u nasady ogona. Po pięciu miesiącach z narośli wszystko stopniowo się wykruszyło i pozostały marne resztki o woskowej strukturze, co potwierdza wynik badania wycinka (jeszcze ze schroniska). Wyszło tam wtedy, że jest to jakaś nieprawidłowość w pracy gruczołów łojowych, zapomniana, zaniedbana i zrogowaciała. Tak więc damy sobie już z tym spokój. Przy okazji nasz pan doktor dokładnie obejrzał ogon i potwierdził, że to ewidentnie jest złamanie - stare, zrośnięte i niebolesne; ja myślę, że to było przytrzaśnięcie drzwiami. Pobrano także krew do rozszerzonych badań.
Pacjentkę zważono, wiemy więc, że wreszcie przybrała nam te oczekiwane pięć kilogramów, co zresztą widać, bo wygląda teraz pięknie i okazale, porusza się płynnie i zgrabnie, a sierść ma długą i lśniącą. I wszystko by było idealnie, bo i morfologia krwi piękna, ale łyżka dziegciu musiała się jednak pojawić. Okazało się bowiem, że hormony tarczycy są poniżej poziomu wykrywalnego, co chyba oznacza, że dawno już były z tym problemy, ale nie miała takich badań. No więc od wczoraj mamy znów te tabletki tarczycowe, takie same, jakie dostawał Burek, tylko większa dawka. Ech! Zastanawiamy się, jak to wpłynie na jej zachowanie i czy będzie widoczna jakaś zmiana.
Obecnie Nuka waży 34 kg i nigdy nie mieliśmy takiego dużego psa. Kora ważyła 25 kg i wydawała nam się wielka, a tu proszę.
Nuka i Kora nigdy się nie spotkały, ale żyły jednocześnie na tym świecie prawie sześć lat, w dwóch różnych miejscach. To, jak bardzo Nuka jest z różnych zachowań podobna do Kory, jest wręcz niesamowite. Poniżej zestawienie.
Jak się kładzie, to jest efekt łubudu! - jakby ktoś rzucił workiem gnatów o podłogę.
Jak zrobi kupę, to taką, że ją widać z kosmosu. I w miejscu takim, że no... mogłaby się pofatygować gdzieś dalej.
W domu chętnie kładzie się "na ścianie" w sieni blisko narożnika/zakrętu. Kora też tam zawsze leżała.
Jak machnie głową, to może człowiekowi podbić oko, lub trafić w zęby, co jest bolesne jak cholera, a ma miejsce najczęściej kiedy ten człowiek jest pochylony przy zawiązywaniu butów, bo zamierza właśnie z tym psem wyjść z domu i on musi to uczcić radosnym machaniem tym swoim wielkim końskim łbem. Niedawno tak zarobiłam, że na własnym zębie rozcięłam sobie wargę do krwi.
Nuka lubi też gryźć plastiki, z tą różnicą, że Kora ja połykała, a potem Ogrodowy Zbieracz Nieczystości w mojej osobie stwierdzał ich obecność w produktach końcowych przemiany materii. Nuka zaliczyła już na przykład zabawy plastikowym wiadrem ogrodowym na wodę, które potem o różnych porach dnia można było znaleźć w różnych częściach ogrodu. Pogryzła również na drobne kawałki obrożę foresto Gucia.
Ma talenty psa stróżującego i co prawda kładzie się zawsze w pobliżu człowieka, ale głową w drugą stronę, żeby widzieć otoczenie. Kora wręcz kładła się w jeszcze większym oddaleniu - tak by widzieć kilka strategicznych kierunków, zakwalifikowanych przez nią do obserwacji (furtki, drzwi, wejścia/wyjścia) a jednocześnie widzieć też nas. W tym czasie Burek kładł się przy nas blisko i to możliwie tak, żeby się dyskretnie i niby przypadkiem dotykać boczkiem lub łapką.
No a jeśli Nuka kładzie się w ogrodzie i ma do wyboru miejsce zarośnięte trawą lub żywą glebę (na przykład z rozgarniętego kretowiska lub po usunięciu darni), to zawsze wybierze glebę. Pamiętam jak Stary i Młody robili wykop pod wodociąg, który trzeba było przeciągnąć na tyły ogrodu, a Kora przylazła i uwaliła się na stercie tej świeżo wykopanej mokrej ziemi i zrobiłam jej nawet wtedy kilka zdjęć.
A no i jeszcze zabawki - Nuka wszystkie swoje ogrodowe zabawki zbiera w jednym miejscu i z daleka widać ten burdel - patyki, kawałki drewna, kory, sznury do przeciągania i inne skarby. Kora też tak robiła i nawet stara miotła bez uchwytu była świetną zabawką, a wszystko zbierała w pobliżu świdośliwy, żebyśmy mogli podziwiać kompozycję z okien.
Może wszystkie duże sunie są do siebie podobne?