24 lipca 2024

W tym roku założyłam sobie zielarski zeszyt, normalny papierowy, a nie żadne tam komputerowe notatki. Zeszyt prowadzę z dwóch końców jednocześnie - z jednej strony octy, a z drugiej maceraty olejowe.

Te dwie formy utrwalania ziół i wyciągania z nich wszelkich dobrodziejstw odpowiadają mi najbardziej. Oprócz tego suszę też różne różności i piję potem przez całą zimę takie ziołowe herbaty. Niektóre z nich podpija mi też Stary, ale w znacznie mniejszym zakresie. Nie poszłam za to zupełnie w nalewki, bo ja nie mogę ze względu na cukier, a Stary nie lubi, bo nie lubi.

Octy biologiczne to jest zupełna petarda. Pomijam już ich termin przydatności do spożycia, bo podobno im starsze tym lepsze. Aby mogły stać się wartościowym produktem, muszą swoje wyleżakować i muszą dojrzeć. Nie dajcie więc sobie wmówić, że ocet jabłkowy "z tegorocznych zbiorów" jest w pełni wartościowym produktem, bo to niemożliwe! To jest za krótki czas i taki ocet jest po prostu niedojrzały. Wytwarzanie octów wymaga cierpliwości i skrupulatności, bo trzeba wiedzieć, co z nim robić w kolejnych fazach, kiedy mieszać codziennie przynajmniej dwukrotnie, a kiedy nie mieszać, kiedy trzymać odkryte, a kiedy odciąć dopływ powietrza i na jak długo. No i trzeba też się orientować, jak długo trwają te etapy, żeby móc ocenić, czy kolejne fazy naszej fermentacji przebiegają prawidłowo, czy też coś nie zagrało. Internety są pełne tej wiedzy, ale są i pełne bzdur, tu więc trzeba być ostrożnym. Aby zrobić ocet, potrzebujemy tylko surowca i cukru do nastawu, reszta dzieje się "sama". Od użytego surowca zależy barwa i zapach octu i naprawdę gotowy ocet pachnie tym, z czego był zrobiony.

Inna sprawa jest z maceratami olejowymi i tu trzeba wziąć pod uwagę większe koszty, które zresztą zależą od tego, jakiego oleju używamy. Ja dotychczas robiłam tylko na oliwie extra virgin, oliwie z wytłoków oraz oleju z pestek winogron. W tym roku po raz pierwszy kupiłam olej słonecznikowy. Przy wytwarzaniu maceratów nie ma już takiej upierdliwości, bo właściwie mijają trzy tygodnie i mamy gotowy macerat. Można go wtedy zlać z nastawu i odzyskać słoje.

Co do właściwości ziół i sposobu oraz terminów ich zbierania polegam na dorobku doktora Różańskiego i tu korzystam z zasobów internetowych, ale mam też w domu sporo starych książek zielarskich i do nich również lubię  zaglądać. Są to wydawnictwa z czasów, kiedy trzeba było coś sobą reprezentować, żeby napisać i wydać książkę, a nie tak jak teraz, za przeproszeniem. Więc wolę te stare, ale wciąż pamiętając, że nauka idzie do przodu, są nowe badania i odkrycia, nawet takie, które podważają starą wiedzę. I dlatego trzeba drążyć, a w tym to ja już jestem niezła.

Z maceratów mam w tym roku: z czerwonej koniczyny, z płatków róży, z dziurawca i planuję jeszcze nagietkowy.

A octowe nastawy to: mniszek lekarski, stokrotki i lawenda, a będzie jeszcze wrotycz, gruszki i renety. 

Parę dni temu poniosłam okropną stratę, bo przez nieuwagę puknęłam jednym słojem w drugi i pękł mi słoik z cudownym różowym i pachnącym octem z płatków róży, nastawionym w maju, a wiec już przemacerowanym i kwaśnym, wymagającym tylko dojrzewania. Mało się nie popłakałam, tym bardziej, że ten różany ocet nastawiałam po raz pierwszy, a róże historyczne, które są najlepsze do tego celu, zakwitną dopiero w maju/czerwcu przyszłego roku i nie da się nastawić szybkiej powtórki.

2 komentarze:

  1. Pyszne masz te swoje octy (próbowałam je wiele razy) i super maceraty ziołowe (również stosuję). Szkoda tego octu różanego, ale rok minie szybciutko i nastawisz nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, tak, rok mija szybciutko w naszym wieku, to prawda. W przyszłym roku nastawię więcej :)

    OdpowiedzUsuń