Malowanie pokoju zostało zakończone przedświątecznie, tak więc miałam od razu wysprzątane jak nigdy! Stary sfinalizował wreszcie proces wieszania obrazków i teraz są rozmieszczone nieco inaczej, a dodatkowo doszły dwa nowe - portret babci Starego ze strony ojca oraz tenże ojciec jako drobne pacholę.
Stary wymyślił też, żebyśmy jeszcze dołożyli nasze dwie fotki z czasów dzieciństwa i nawet wskazał kandydatury do oprawienia.
Dobiega końca projekt "adopcja Nuki". Wczoraj byliśmy w schronisku na rozmowach, mamy już wypełnione papiery i dziś je tam im podrzucimy. Przed samymi świętami byliśmy też z Nuką w lecznicy, w celu oceny zmiany na grzbiecie pod kątem zabiegu operacyjnego, który to zabieg, naszym zdaniem, po prostu się nie odbędzie. Narośl w schronisku miała na pewno z ponad centymetr średnicy i była widoczna bez rozgarniania sierści, bo po prostu wystawała. U nas w domu zaczęła powoli znikać i to bez jakiejkolwiek interwencji w postaci smarowania, zakrapiania etc. - grudka stopniowo obsychała i odpada kolejnymi warstwami, jest więc coraz mniejsza. Tyle może zdziałać DOM - ciepło, spokój, dobre jedzenie, troska i przyjaźń człowieka, no... po prostu stabilizacja. A sama ta zmiana, jak się na szczęście okazało, ma swoje źródło w zaburzeniach pracy gruczołów łojowych, czyli jest to zaniedbany stary kaszak. Teraz dostaliśmy teraz od weta kropelki sterydowe do nanoszenia raz dziennie po jednej i będziemy obserwować do połowy lutego, a potem ewentualnie dalsze decyzje.
Kolejna rzecz, o jakiej chciałam napisać, to kamera zewnętrzna, którą kupiliśmy sobie na początku grudnia i po świętach została wreszcie zamontowana i zainstalowana na szczytowej północnej ścianie domu, tej porozbiórkowej, na której nie ma okien.
Chcemy obserwować daniele, które stadami wędrują po naszej wsi i to nawet często za dnia, już nie mówiąc, że po każdej nocy widać w piasku nowe odciski ich ostrych kopytek. Koło naszego domu przechodzą one bowiem z jednego lasu do drugiego, nadciągając z pól i przekraczając drogę powiatową. Czasem latem, kiedy robię sobie poranną kawę, uda się akurat przez kuchenne okno zobaczyć jakiegoś rogacza wyłażącego na naszą drogę prosto z podwórka sąsiadów. Kamera pokazuje niezłej jakości obraz (w dzień w kolorze) i dźwięk, które obserwujemy na smartfonowej aplikacji - fajnie słychać szum wiatru i ćwierkanie ptaszków.
Ciekawa jestem, kiedy upoluję pierwsze kopytkowe - w latach minionych byłoby łatwiej, bo wyrzucałam im tam za ten płotek jabłka, gdy miewałam klęskę urodzaju.
No i na koniec tej notki zapraszam do podziwiania ekosystemu w naszej sieni!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz