27 lutego 2026

No więc ruszam powoli z tą wiosną, zwłaszcza, że komunikacja w ogrodzie jest już łatwiejsza i gdzieniegdzie wyziera spod śniegu to, co ostatnio było widoczne w grudniu. Wczoraj posiałam do pudełek pięć rodzajów sałat na rozsadę, a jak wzejdzie, to wyniosę ją do foliaka. Przycięłam już dwie winorośle i trzy powojniki, w tym dwa bycze, rozpostarte na kilku metrach ogrodzenia. Kolejne cięcia jutro, bo dziś szykuję się właśnie do schroniska, a że już dawno nie byłam na psich spacerkach, to po powrocie pewnie padnę na ryj. Muszę też zmobilizować Starego do aktywności ogrodniczych, bo on zastygł od stycznia (a może nawet końca grudnia) w remoncie pokoju strychowego i trudno go teraz wypchnąć z tego stanu. Ale sprawy zostały omówione, ma w ten weekend zakończyć to, co się da zakończyć, posprzątać ten chlew i zostawić na razie tak jak jest, bo na cito trzeba robić skrzynie warzywne!

Lokis dostanie dziś ode mnie nową obrożę, bo sprawiłam sobie taki piękny komplecik - obroża półzaciskowa dla Lokisa i smycz pięciometrowa z tej samej taśmy dla mnie, na schroniskowe spacerki. Jedną smycz już mam, taką używaną tylko w schronisku, ale ona jest raczej dla mniejszych piesków, bo krótsza i z węższej taśmy. Te smycze są używane tylko w schronisku i od razu po każdym powrocie piorę je w proszku do prania i suszę. Ten nowy zestaw uszyła mi na zamówienie jedna ze schroniskowych wolontariuszek, która rozwija swoją działalność w tym zakresie. Atrakcyjność oferty polega na tym, że można wybierać wzory mniej lub bardziej kolorowych taśm, z których ona to potem szyje pięknie i porządnie, a i ceny są przyzwoite, więc naprawdę polecam wszystkim psiarzom - do odnalezienia na Fb pod nazwą "Zuffo Urban".

Chciałabym też skorzystać dziś z Lokisem pierwszy raz z nowego wybiegu dla psów, który został niedawno oddany do użytku tuż przy schronisku i wyposażony jest w różne atrakcyjne urządzenia i przeszkody, a przede wszystkim można tam (a nawet trzeba) spuścić psa ze smyczy. Jak mi się to uda - zobaczymy.

Co do mojego nieszczęsnego kolana, to tak, jest spuchnięte i tak, czekam na termin piątego zastrzyku radioaktywnego. Myślę też powoli i czytam o zastrzykach z osocza i wspomniałam o tym ortopedzie, który w odpowiedzi wspomniał coś, że na wiosnę. Więc domniemywam, że chciałby to osocze pozyskiwać bezpośrednio od przelotnego ptactwa, powracającego po zimowej nieobecności.

23 lutego 2026

Odwilż jest, temperatury na plusie już trzeci dzień i jak napisałam w odpowiedzi na komentarz Ludolfiny pod poprzednią notką, dopadło mnie ogrodnicze podniecenie! Śnieg w ogrodzie robi się coraz cieńszy, woda spływa strumieniami i kałużami, a tu jeszcze Stary stanął rano przy oknie w sypialni i powiedział, że już widać skrzyniowe grządki w warzywniku! Poniżej ich fotka sprzed czterech dni:

Oprócz podniecenia napłynęła od razu fala paniki, bo to, ile mnie teraz czeka roboty, jest nie do opisania. A zwłaszcza, że nie mam do tego (jeszcze) gruntownej rozpiski w punktach i podpunktach ani w tabelce, więc przepełnia mnie poczucie chaosu i wielkiej niewiadomej.

Dobrze, że chociaż rozplanowałam już warzywnik na na nowy sezon, z uwzględnieniem zasad następstwa roślin, a także ich wzajemnego sąsiedztwa, a także z uwzględnieniem trzech skrzyń kwadratowych, które jeszcze nie istnieją, ale Stary obiecał. Skrzynie te dopełnią i zamkną organizację mojego warzywnika - tak to sobie wymyśliłam i rozplanowałam i obiecuję solennie, że to już będzie koniec z tymi skrzyniami. Dopełnieniem samego ogrodu warzywnego będą jeszcze: fasolnik na tyczkach, chrzan i różne zioła. No i mam już tam przecież kilkanaście nowych róż i piękne zadomowione już odmianowe lilaki, które były posadzone jeszcze za czasów kurnikowych.

A to które rośliny się wzajemnie lubią (lub nie lubią), to nie żadne zabobony, tylko allelopatia i warto poczytać, bo to naprawdę bardzo ciekawe rzeczy. Korzystam oczywiście ze ściąg, bo nie wszystko umiem na pamięć, ale od lat sadzę czosnek pomiędzy truskawkami, a marchewkę na przemian z porami lub cebulą, bo są to akurat sąsiedztwa pożądane i wtedy roślinki mogą sobie wzajemnie pomagać w życiu.

Ten sezon będzie pierwszym pełnym sezonem po moim odejściu z pracy, co mnie znowu wprawia w entuzjazm, ale panika towarzyszy oczywiście też, bo znam siebie i wiem, jak ja funkcjonuję z tymi pracami ogrodowymi - że odpuszczam dopiero wtedy, gdy już ryjem o ziemię walnę. Trzeba by wdrożyć jakieś elementy podejścia rozumowego. W końcu skończyłam właśnie przed chwilą 64 lata i jestem już STAROM BAPCIOM.

Tak więc szarpią mną odczucia paradoksalne.

19 lutego 2026

Nie pamiętam takiej zimy z mojego dorosłego życia, a już z życia tu na wsi, to w ogóle. Nie pamiętam też, żebym kiedykolwiek tak często sprawdzała, analizowała i porównywała pogodowe przepowiednie, które często tak się mają do rzeczywistości, jak bajki z mchu i paproci. 

Mam na smartfonie ustawione dwie aplikacje - norweską i amerykańską i obie są zarówno bardzo fajne, jak i diabła warte. No ale obydwie pokazują, że dziś około 11.00 spadł ostatni śnieg w tym miesiącu! Odśnieżyłam już frontowe podwórko i teren przed bramą oraz korytarz życia dookoła domu, co zajęło mi pełną godzinę, a teraz zasiadłam i czekam na realizację części drugiej przepowiedni, która mówi że ostatnia mroźna noc będzie z piątku na sobotę i obydwa portale mają tu spójne zeznania.

No a potem, to cóż, marzec zaraz, a z nim dodatnie temperatury, więc ten śnieg musi się gdzieś podziać. Oby nie za szybko topniał, bo znów będziemy tu mieli zalania i podtopienia. Nasz dom jest na szczęście na wzniesieniu, więc on sam nie jest zagrożony zalaniem, bo wszystko od nas spływa do wsi. 

Mamy w tej chwili w ogrodzie już takie hałdy śniegu, że długo by o tym pisać. Nie ma już gdzie go odrzucać. Przy furtce wejściowej na rabacie z ostrokrzewami śnieg z podwórka połączył się u góry ze śniegiem sprzed wejścia i utworzył śnieżną górę, w której wnętrzu jest płot. Przy schodach do domu zwały śniegu przewyższają poziom tarasiku wejściowego. Za foliakiem, tam koło borówek, siatka normalnej wysokości obecnie jest tak głęboko przysypana, że mogłabym przejść do sąsiada, podnosząc po prostu nogę i przekładając ją przez siatkę na drugą stronę. W ogóle chodzi się po ogrodzie jakby na podwyższeniu i wszystkie rośliny też mają teraz zupełnie inną wysokość. A tam pod spodem są róże, ponad 200 moich róż. Niektóre z nich widać, te duże - pnące i parkowe, ale cała reszta - rabatówki, okrywówki i wielkokwiatowe, są tam w śniegu i wyobrażam sobie, ile będzie zniszczeń i uszkodzeń pędów, wyłamanych pod ciężarem kolejnych warstw śniegu przybywającego i (już za chwilę) ubywającego.

Wczoraj zaczęłam planowanie warzywnika na nowy sezon, przejrzałam nasiona i zapisałam, co trzeba dokupić. Myślałam, że Stary mi zrobi w styczniu 3 nowe (kwadratowe tym razem) skrzynie, ale spodziewałam się zimy, która pozwoli na jakieś prace na zewnątrz. Tymczasem możliwe było tylko odśnieżanie, a więc będzie opóźnienie.

Nie lepiej niż nasze podwórko wygląda cała wieś, bez mała jak teren pagórkowaty i to wszystko jest śnieg zgarnięty przez odśnieżarki z jezdni. Najgorzej będzie z drogą, prowadzącą do nas od asfaltu, bo od południa przylegają do niej budynki i zasłaniają słońce; tam śnieg zawsze leży najdłużej.

13 lutego 2026

Wczoraj jeszcze to nie był dzień "trzynastego w piątek", bo dopiero dzisiaj jest. Jednak mieliśmy właśnie wczoraj małą kumulację kataklizmów gospodarczych.

Po pierwsze - Gucio wydostał się za ogrodzenie i pobiegał trochę po wsi. Otóż, poszłam na 45 minut do sąsiadki i z rozmysłem zostawiłam psy na zewnątrz, bo było bezwietrznie, przyjemnie, padał drobniutki lekki śnieg i fajnie szalały sobie w ogrodzie. Pilnowałam czasu, żeby nie przekroczyć tych trzech kwadransów, żeby mi pieski nie zmarzły. Wracam, patrzę, a  ten gnojek siedzi przed furtką, przerażony taki i ucieszony jednocześnie na mój widok! A Nuka spogląda pomiędzy szczebelkami furtki, ale po jej właściwej stronie. Weszłam z nim na podwórko, gdzie najpierw zebrał od Nuki opierdol dyscyplinujący, jak to zwykle bywa, gdy się oddali i nie od razu przychodzi na moje wołanie. Poskubała go trochę, było też małe warczenie rozładowujące napięcie, a ja pokręciłam się chwilę po podwórku z szuflą i poszłam za furtkę badać ślady na tym świeżym śniegu. W stronę pola pobiegł niezbyt daleko, nawet nie do tylnej furtki i tylko raz i zawrócił. W stronę szosy biegał kilka razy i wracał. Którędy wyszedł? Musiał chyba wyskoczyć przy tylnej furtce (przy rabacie rozbiórkowej), bo skoro płotek ma tam normalnie powiedzmy metr wysokości, to teraz, przy tej pokrywie śnieżnej zalegającej w ogrodzie, została tego płotka połowa. Więc chyba tam właśnie przeskoczył, bo w tym miejscu było jakieś zagęszczenie śladów. Oby mu się to nie utrwaliło w myśl zasady, że precedens tworzy prawo. Mam nadzieję, że nie, bo widać było, że przestraszył się solidnie. Cały dzień był jakiś taki inny, no... zdecydowanie wiedział, że przeskrobał i zranił serce swojej mamusi.

Po drugie - Stary rozwalił bramę garażową. Przyjechał z pracy i kiedy wjeżdżał tyłem do garażu, to na śliskim mokrym śniegu zniosło go w prawo i pierdolnął prosto w skrzydło bramy, co usłyszałam z kuchni przez zamknięte okno. Podobno zawiasy całe, a skrzydło bramy do naprawienia w weekend. No, desek ci u nas dostatek, jako i narzędzi w typie "bzit-bzit". O uszkodzenie auta nie zapytałam, bo to jego auto jest jednym wielkim uszkodzeniem i w zasadzie póki nic nie odpadło, to jest OK.

Po trzecie zmywarka wyświetliła błąd nr 15, co AI opisuje jako swojego rodzaju hydrozagadkę. Proponowane sposoby nie przyniosły efektu, więc mam nadzieję, że dziś się okaże - naprawiamy, czy kupujemy nową. BTW zapisałam się na niedzielny wieczór na szkolenie z Gemini, żeby uciec jak najdalej z grona starców wykluczonych cyfrowo, bo mam takich wokół siebie sporo i przerażają mnie bez miary.

Do tego trzeba dodać kataklizmy będące już w procesie, a mianowicie moje wybuchnięte oko (od tygodnia), moją corsę u mechanika (od środy i jeszcze do środy - łańcuszek rozrządu)  no i uwaga, nowość - !!!%$#@&%*!!! - trzeci dzień gęsto pada śnieg, przy temperaturach zero/plus, a na przełomie weekendu i nowego tygodnia zapowiadane są znów mrozy około dziesięciostopniowe. Więc obecnie jest biało, ślisko i mokro, co wkrótce się ustabilizuje i przejdzie w stan biało i ślisko.

12 lutego 2026

Kupiłam jednak te róże, ale tylko trzy odmiany Shrek, Królowa Warszawy Świtezianka, a impulsem do poszukiwań była jedna z nich, ta ostatnia. Zakupy więc niezbyt bogate, ale ja już jestem stara wyjadaczka, więc wiem, że róże kupuje się jesienią i to jest ten lepszy czas. Za oknami wciąż zima, ale już przecież zaraz marzec! Mam w tej chwili dwanaście róż, których kwiatów jeszcze nie widziałam, to są debiutantki na nowy sezon.

Pod wpływem tych nazw Rojewskiego zatęskniłam za powtórką wielogodzinnych seansów "Gry o tron", ale też przypomniałam sobie, że właściwie nie oglądałam jeszcze "Rodu smoka", więc od tego zaczęłam. No naprawdę, podobają mi się te pyskate jasnowłose dziewuszki, latające na smokach i też bym tak chciała!

Tydzień temu z  nieodgadnionych przyczyn wybuchło mi oko i wylądowałam nawet na SOR-ze z badaniem na oddziale okulistycznym w sobotę nad ranem, a potem w poniedziałek na prywatnej wizycie u pani okulistki. Okuliści zagłębili się w czeluście oka mego i zgodnie (oraz niezależnie od siebie) stwierdzili, że to nic groźnego, wylew podspojówkowy, który teraz będzie się wchłaniać. Długo. Dostałam kropelki i tabletki, ale dni mijają, a ja błyskam krwawym okiem i żadnego wchłaniania na razie nie widać. Nie boli, nie zaburza widzenia, ale wyglądam jak zombie.

Ponieważ zadeklarowałam się jeszcze przed tym wybuchem, to pojechałam wczoraj na niezwykłą wyprawę, a oko moje krwawe miało debiut w przestrzeni publicznej. Mianowicie zgłosiłam się na apel koleżanki wolontariuszki, która miała zawieźć swoim autem do lecznicy w Trójmieście niewidomego pieska na wizytę kontrolną po amputacji oczka. Od razu dodam, że pani doktor zainteresowała się i moim okiem i z aprobatą kiwała głową, kiedy jej wyliczałam przepisane medykamenty.

Sordo to psi senior, który ma już około 13 lat i od dawna był niedowidzący, aż wreszcie całkiem stracił wzrok. Tu jest opisana jego historia, a na ostatnich fotkach, można zobaczyć jak wyglądał, kiedy te oczka jeszcze działały. Można sobie wyobrazić, czym jest jazda autem dla niewidomego psa - zwalnianie, przyśpieszanie, zakręty. Wielokrotnie wpadał w panikę, jakby próbował się wydostać i uciec, raz (na ślimaku) zaczął nawet głośno szczekać, ale ogólnie trzeba przyznać, że był bardzo dzielny i kochany. Dla mnie to była siłownia - musiałam go trzymać i pilnować, żeby nie władował się na głowę koleżance siedzącej za kierownicą i nie pozabijał się o ściany w tych kryzysowych chwilach. Na szczęście dawał też odpocząć sobie i mnie, kiedy się kładł przy mnie lub wprost na mnie, na moich kolanach dupskiem lub głową. Wtedy leżał spokojnie, przytulony, a nawet (już w drodze powrotnej) były chwile przyjemności, gdy zrelaksowany wywracał się brzuchem do góry, na tyle, ile pozwalało temu dużemu psu miejsce, jakim dysponowaliśmy na tylnym siedzeniu. Mimo odczuwanego dyskomfortu ten piękny psiak jest łagodny, ma pogodne usposobienie i taką lekką, młodą mowę ciała. Ach jak by mu się przydał spokojny cichy dom, na przykład nieduże mieszkanko u samotnej osoby, gdzie by się szybko nauczył topografii terenu, by móc swobodnie się poruszać i nie robić sobie krzywdy. U osoby, która by go wyprowadzała na smyczy na spacerki ze 3 razy dziennie, żeby mógł sobie powęszyć, a poza tym tylko by BYŁA. 

Kiedy dotarliśmy do schroniska, czułam się, jak po siłowni. Była godzina szesnasta, a ja zjadłam dopiero pierwsze "cokolwiek" tego dnia - parę kawałków pomidora, kalarepki i kilka orzechów laskowych - żeby nie umrzeć z głodu i dotrwać do obiadu w domu. 

Wszystkie ciuchy rzuciłam w łazience na podłogę, oblepione i przenicowane psimi kudłami, włącznie z moimi dzianinami na drutach (sweterkiem z alpaki i bawełnianą chustą) i płaszczem. Muszę to jakoś wytrzepać i wyskubać, zanim wrzucę do pralki! Nie wyobrażam sobie, jak koleżanka pozbędzie się teraz tych kudłów ze swojego auta!