Jesteśmy w trakcie procesu adopcyjnego ze słupskiego schroniska, a właściwie to Młody i Rzanetka są, ale my mamy solidny współudział. Wszystko jest celowo trochę rozwleczone w czasie, żeby niczyje emocje nie ucierpiały i żeby małą przeprowadzić łagodnie na tę stronę życia, gdzie się nie śpi na betonie i gdzie jest się do kogo przytulić. No i żeby naszym psom nie zwalać nieoczekiwanie na łeb konkurencji do naszych serc i kocyków.
Rozdzieliliśmy całość na etapy i w zasadzie są to te same etapy, które przeszliśmy przy adopcji Gucia, a więc mogę śmiało napisać, że to nasza Autorska Metoda Adopcji Psa ze Schroniska.
1. Najpierw Młodzi wybrali ze strony schroniska kilka piesków, które mogłyby być przez nich brane pod uwagę (tak tylko ze zdjęć i opisów) i 29 grudnia pojechaliśmy tam we czworo; po krótkiej rozmowie w biurze adopcyjnym lista piesków uległa skróceniu, a po spacerze ze smaczkami wzdłuż boksów i poznaniu kolejnych piesków, na liście zostały tylko dwa i z nimi odbyliśmy spacer adopcyjny - kolejno, najpierw z jednym, potem z drugim; po tych spacerach już wiedzieli!
2. 31 grudnia Rzanetka pojechała tylko ze mną, bo Młody pracował i zabrałyśmy kandydatkę na spacer w mżawce i błocie po kolana, fuj...
3. 3 stycznia znów pojechaliśmy wszyscy razem, ale wtedy również z naszymi psami i tym razem trafiła nam się taka straszna burza śnieżna, krótka ale gwałtowna i z wyładowaniami atmosferycznymi, że potem mieliśmy śnieg nawet w kieszeniach kurtek; pieski się ze sobą zapoznały, był mały spacerek do lasku i odprowadziliśmy małą do boksu, a sami wróciliśmy do domu
4. Dziś czyli 4 stycznia sunia miała od 11.00 do 16.00 dzień wyjazdowy; przyjechała do nas i spędziliśmy razem parę godzin, na spacerach i w domu, gdzie po pierwszych burzliwych emocjach do naszych psów dotarło, że ta nowa cizia nie chce im zabrać rodziców; było nawet nieźle, choć bałam się wcześniej strasznie tego dnia i miałam wiele obaw; po dniu pełnym wrażeń sunia została odwieziona do schroniska i teraz spędza tam ostatnią samotną i zimną noc, ale papiery adopcyjne są już od rana w biurze
5. Jutro rano Młodzi zabiorą ją stamtąd już na zawsze i przywiozą do nas do domu, gdzie wszyscy razem będziemy jeszcze do piątku rano i będziemy uczyć sunię nowego życia; potem Młodzi z Tosią pojadą do siebie do Tarnowa i tam rozpoczną swoje nowe życie. Nowy rok, nowe miasto, nowe mieszkanie i nowy piesek.
Tosia została przywieziona do schroniska 16 listopada, jako znaleziona na jednej ze słupskich ulic. Nie ma jeszcze roku, jest śliczna, delikatna i kochana, i zyskuje z każdą chwilą. Młodzi już się w niej zakochali i ja też, ale muszę być oschła, żeby od razu jej uzmysłowić, że to nie ja będę mamusią.
Zyczę Młodym i Tosi wszystkiego najlepszego w nowym miescie , a dla Was wszystkich serdeczności na Nowy Rok:)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, za jedno i drugie :)
UsuńUrocza mała :-) Dobrze się dla niej i dla Was zaczyna ten rok. Wszystkiego dobrego Gosiu!
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo!
UsuńPodziękowałam i nie odwzajemniłam, więc się poprawiam - Mariolu i Aniu, dobrego roku Wam życzę!
OdpowiedzUsuń