Kupiłam jednak te róże, ale tylko trzy odmiany Shrek, Królowa Warszawy i Świtezianka, a impulsem do poszukiwań była jedna z nich, ta ostatnia. Zakupy więc niezbyt bogate, ale ja już jestem stara wyjadaczka, więc wiem, że róże kupuje się jesienią i to jest ten lepszy czas. Za oknami wciąż zima, ale już przecież zaraz marzec! Mam w tej chwili dwanaście róż, których kwiatów jeszcze nie widziałam, to są debiutantki na nowy sezon.
Pod wpływem tych nazw Rojewskiego zatęskniłam za powtórką wielogodzinnych seansów "Gry o tron", ale też przypomniałam sobie, że właściwie nie oglądałam jeszcze "Rodu smoka", więc od tego zaczęłam. No naprawdę, podobają mi się te pyskate jasnowłose dziewuszki, latające na smokach i też bym tak chciała!
Tydzień temu z nieodgadnionych przyczyn wybuchło mi oko i wylądowałam nawet na SOR-ze z badaniem na oddziale okulistycznym w sobotę nad ranem, a potem w poniedziałek na prywatnej wizycie u pani okulistki. Okuliści zagłębili się w czeluście oka mego i zgodnie (oraz niezależnie od siebie) stwierdzili, że to nic groźnego, wylew podspojówkowy, który teraz będzie się wchłaniać. Długo. Dostałam kropelki i tabletki, ale dni mijają, a ja błyskam krwawym okiem i żadnego wchłaniania na razie nie widać. Nie boli, nie zaburza widzenia, ale wyglądam jak zombie.
Ponieważ zadeklarowałam się jeszcze przed tym wybuchem, to pojechałam wczoraj na niezwykłą wyprawę, a oko moje krwawe miało debiut w przestrzeni publicznej. Mianowicie zgłosiłam się na apel koleżanki wolontariuszki, która miała zawieźć swoim autem do lecznicy w Trójmieście niewidomego pieska na wizytę kontrolną po amputacji oczka. Od razu dodam, że pani doktor zainteresowała się i moim okiem i z aprobatą kiwała głową, kiedy jej wyliczałam przepisane medykamenty.
Sordo to psi senior, który ma już około 13 lat i od dawna był niedowidzący, aż wreszcie całkiem stracił wzrok. Tu jest opisana jego historia, a na ostatnich fotkach, można zobaczyć jak wyglądał, kiedy te oczka jeszcze działały. Można sobie wyobrazić, czym jest jazda autem dla niewidomego psa - zwalnianie, przyśpieszanie, zakręty. Wielokrotnie wpadał w panikę, jakby próbował się wydostać i uciec, raz (na ślimaku) zaczął nawet głośno szczekać, ale ogólnie trzeba przyznać, że był bardzo dzielny i kochany. Dla mnie to była siłownia - musiałam go trzymać i pilnować, żeby nie władował się na głowę koleżance siedzącej za kierownicą i nie pozabijał się o ściany w tych kryzysowych chwilach. Na szczęście dawał też odpocząć sobie i mnie, kiedy się kładł przy mnie lub wprost na mnie, na moich kolanach dupskiem lub głową. Wtedy leżał spokojnie, przytulony, a nawet (już w drodze powrotnej) były chwile przyjemności, gdy zrelaksowany wywracał się brzuchem do góry, na tyle, ile pozwalało temu dużemu psu miejsce, jakim dysponowaliśmy na tylnym siedzeniu. Mimo odczuwanego dyskomfortu ten piękny psiak jest łagodny, ma pogodne usposobienie i taką lekką, młodą mowę ciała. Ach jak by mu się przydał spokojny cichy dom, na przykład nieduże mieszkanko u samotnej osoby, gdzie by się szybko nauczył topografii terenu, by móc swobodnie się poruszać i nie robić sobie krzywdy. U osoby, która by go wyprowadzała na smyczy na spacerki ze 3 razy dziennie, żeby mógł sobie powęszyć, a poza tym tylko by BYŁA.
Kiedy dotarliśmy do schroniska, czułam się, jak po siłowni. Była godzina szesnasta, a ja zjadłam dopiero pierwsze "cokolwiek" tego dnia - parę kawałków pomidora, kalarepki i kilka orzechów laskowych - żeby nie umrzeć z głodu i dotrwać do obiadu w domu.
Wszystkie ciuchy rzuciłam w łazience na podłogę, oblepione i przenicowane psimi kudłami, włącznie z moimi dzianinami na drutach (sweterkiem z alpaki i bawełnianą chustą) i płaszczem. Muszę to jakoś wytrzepać i wyskubać, zanim wrzucę do pralki! Nie wyobrażam sobie, jak koleżanka pozbędzie się teraz tych kudłów ze swojego auta!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz