Styczeń praktycznie już za nami, choć ciągnął się strasznie, co sprawiła ta zima - zbyt zimna i zbyt długa, kiedy się mieszka na wsi, w ogrodzie i wśród pól. Co gorsza, również w lutym prognozy pogody nie dają złudzeń i mamy teraz mieć dwucyfrowe mrozy przez pięć kolejnych dni, co oznacza dalszą niedostępność otaczającej przestrzeni. Żeby nie zwariować, zaczęłam zaglądać do szkółek różanych, tak niby od niechcenia, ale muszę przecież coś kupić, muszęmuszęmuszę.
Dziś więc będzie o różach.
W tym zimnym styczniu pojawiła się na fb grupa wielbicieli róż Łukasza Rojewskiego, o nazwie "Róże Łukaszowe", do której dostałam zaproszenie od samego Mistrza, bowiem miałam z nim dotychczas różne różane interakcje i pojedyncze kontakty. Grupa jest nowiutka, aktywna i żywiołowa, więc jest też świetnym źródłem wiedzy o odmianach tego naszego skarbu narodowego, jakim jest Łukasz Rojewski. A jest to naprawdę ewenement, bo przecież nie było wcześniej na naszym rynku praktycznie żadnych hodowców róż poza Stanisławem Żyłą i jego kilkunastoma odmianami, zresztą mało znanymi (no, może poza Chopinem).
Łukasz Rojewski pracuje nad swoimi odmianami od ponad dwudziestu lat, a dopiero od kilku zaczęły się one ukazywać w sprzedaży. Selekcja jednej odmiany, która ostatecznie trafia na rynek, to żmudny proces obserwacji i testów, trwający średnio 8-10 lat, więc najpierw jest długo długo nic, ale teraz jest wysyp! Na razie mamy ochrzczonych ponad 70 odmian, ale kolejne wciąż się pojawiają, a hodowca jest bardzo twórczy. W tych jego różach, prawdę mówiąc, zachwyciły mnie po pierwsze NAZWY, które świadczą o niesłychanie ciekawej osobowości Łukasza i jego poczuciu humoru. Wiele z nich pochodzi ze świata fantastyki, w której to dziedzinie nie jestem żadną specjalistką, ale moja rodzina owszem. Co do samych róż, to cechują się one ponadprzeciętną mrozoodpornością i zdrowotnością (w tym seria Heavy Beauty Roses), a co do samych kwiatów, to jest tu mnóstwo tego, co lubię: na przykład otwarte kwiaty z widocznymi pręcikami i eksperymenty w kierunku zieleni płatków.
Mam na razie 22 jego odmiany, a pierwsze kupiłam wiosną 2024. Potem dochodziły kolejne, ale na razie wszystkie są jeszcze młódkami, jeśli się uwzględni fakt, że krzewy różane młodsze niż trzyletnie, to wciąż "dzieci" i nadal nie w pełni pokazują swój charakter i pełnię cech odmianowych. Sprawia to, że ciągle są po części niespodzianką i dostarczają emocji i zaskoczeń.
Z czasem do trzech pierwszych róż dołączyły kolejne i oto pełna lista wygląda tak:
wiosna 2024: Winterfell, Wspomnienie lata, Dzika Północ
jesień 2024: Ars Amandi, Butter&Eggs, Matka Smoków, Wspomnienie lata, Zorza, Iwona, Tadeusz Kościuszko, Yennefer, Hermiona (Miss Granger), Czesław Miłosz, Cukrowa wata (Barbapapa), Gandalf Biały
wiosna 2025: Aragorn, Pegasus (Winter is coming), Grażka, Zapach podstawówki
jesień 2025: Leniwe owieczki, Tańczące rusałki, Zazdrość sąsiadki
Na fotkach kolejno: Gandalf Biały, Winterfell, Czesław Miłosz, Cukrowa wata, Aragorn
Uwaga! Pełna lista, to nie znaczy, że zamknięta!





Dobrze to wymyśliłaś z tymi różami teraz, miły antyśniegowy akcent. <3
OdpowiedzUsuńRóże tam teraz sobie śpią pod śniegiem i to dobrze, że mają okrycie. Ale u nas w prognozach jeszcze DWA TYGODNIE mrozów, a co dalej, nawet nie chcę myśleć. Trwam.
OdpowiedzUsuń