W całym moim zawodowym życiu nigdy nie pracowałam latem, bo zawsze miałam tryb szkolny, a więc latem były wakacje. Teraz, na starość, kiedy to "robię w kulturze" nie ma, że lato! Jeżdżę więc sobie nadal do pracy, choć pozmieniane mam dni i godziny i u siebie w wiejskiej bibliotece jestem tylko połowę godzin, a drugą połowę realizuję w placówce macierzystej, zasilając swoimi godzinami tamtejszą kadrę, która ma swój tryb urlopowy.
Wyposażenie samochodu wzbogaciło się ostatnio w koszyk na grzyby, nożyk i gumiaki i w drodze powrotnej wysiadam sobie na troszkę, jeśli pogoda pozwala. Wybieram las świetlisty, z wielkimi drzewami i bez chaszczy, tak żebym z oczu nie traciła auta lub/i szosy, bo mam talent nieprawdopodobny do gubienia się w lesie po paru zaledwie krokach.
Super fajna sprawa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz