29 maja 2026

Trochę się odgruzowałam z powyjazdowych zaległości ogrodowych i nawet byłam już dwukrotnie w schronisku. 

Tymczasem Nuka znów sobie wyłamała pazur, tym razem w przedniej łapce i Stary jeździ z nią na zastrzyki, bo jej się w ciągu dwóch dni rozkręcił stan zapalny. Całe szczęście, że choć na weekend dają nam te strzykawki do domu i Stary wtedy sam jej już podaje.  Przez ten pazur łapka ją bolała, była smutna i nie chciała chodzić, a więc cierpiał i Gucio, bo stracił towarzyszkę ogrodowych zabaw i wyścigów. Kiedy więc Stary pojechał z Nuką do lecznicy, to poszłam z samym Guciem na spacer w pola, żeby sobie  trochę poszalał, ale powiem szczerze, że spacer z jednym psem jest zupełnie do dupy i aż się poryczałam, bo mi się ciągle Burek przypominał i tam w tych polach bardzo łatwo jest za nim zapłakać.

A znów ta Nuka i długie spacery w pola to nie jest dobry pomysł i tego robić nie będziemy, bo ona w ogrodzie ma tyle ruchu, swobody i aktywności, że jej to w zupełności wystarczy; w życiu chyba tego nie miała w takich ilościach.

Aktywna staruszka, jak ja!

26 maja 2026

No i minął prawie miesiąc od ostatniej notki i już nawet miałam osobiście zadawane pytanie, dlaczego nie piszę... no cóż, pochłania mnie ogród, który o tej porze jest bardzo piękny, ale i wymagający czasu i zaangażowania. A w dodatku byłam w tym czasie aż sześć dni poza domem, co jest potężnym kawałkiem wyrwanym ogrodowi w maju. 

Zaliczyłam wypad do Miasteczka i wyjazd z moimi Lejdis do Ołomuńca w Czechach. Przy okazji zrobiłyśmy historyczne zestawienie naszych dorocznych spotkań i powstał przyszłoroczny plan -Warszawa i też pod koniec maja.

Postaram się pisać częściej, choć po kawałeczku, a na razie tylko sygnał, że żyję. I lecę sadzić na warzywniku ogórki i cukinie, bo rozsada wciąż w wielodoniczkach!