04 lipca 2024

No dobra, więc po kolejnej rozmowie podjęliśmy ze Starym tę trudną decyzję i od razu rano  skontaktowałam się z wcześniej umówioną koleżanką, że kury są już do wzięcia i zapytałam jeszcze dla pewności, czy z jej strony sprawa jest aktualna. Koleżanka przyjedzie wieczorem z mężem i zabiorą je do siebie, niedaleczko, parę kilometrów stąd, gdzie kurki dołączą do nowego stada. Wstaną jutro rano, rozejrzą się, a tam - 15 młodych kurek, takich kilkunastotygodniowych, co to jeszcze jajek nie znoszą. Są wśród nich także dwa młodziutkie kogutki, więc nasz kogut będzie miał okazję je sobie wychować, ale też i od razu dostanie pod opiekę takie duże stado, co, mam nadzieję, pozwoli mu nabrać pewności siebie i wysforować się na dominanta. To w sumie niezła dla niego sytuacja, zważywszy taką drastyczną zmianę. Żal mi będzie tych kurek, po czternastu latach tej drobiarskiej przygody... smutno.

Ale najbardziej żal mi będzie piania koguta, tego przecudnej urody kogucika z bajki. Myślę jednak, że to będzie tak jak z lipami, które parę lat temu zostały wycięte wzdłuż naszej wiejskiej drogi i rozpaczaliśmy wtedy, że ojezusie, jak to będzie, że przecież wzrok oszaleje od tej pustki, a tymczasem... wzrok wędruje dalej i opiera się na linii lasu, sam się tego nauczył, bo chyba w naturalny sposób szuka zielonego, liściastego i drzewiastego. Analogicznie, kiedy nie będzie już piania naszego koguta, to będę lepiej słyszała pianie kogutów u sąsiadów, bo przecież zawsze je było słychać, ale odbieraliśmy je do tej pory tylko jako pojedyncze głosy w przekrzykiwaniu się wszystkich wiejskich kogutów. 

A dziś kurki zniosły dwa jajka, jakby na pożegnanie, podczas gdy ostatnio najczęściej bywało jedno lub wcale. 

2 komentarze:

  1. Szkoda, ale rozumiem decyzję. Ależ pięknie wyszły na tych zdjęciach !

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, bardzo szkoda, pojechały już...

    OdpowiedzUsuń