Mamy więc kolejne Boże Ciało w tym domu - SIEDEMNASTE! Kiedy to minęło? Wprowadzaliśmy się dokładnie w Boże Ciało 2010 i wtedy wypadało ono 3 czerwca. Mieliśmy pożyczony od kogoś na święto jakiś samochód dostawczy i przewoziliśmy resztę gratów ze słupskiego mieszkania - wiele razy tam i z powrotem. Metoda była całkiem gospodarcza, chłopy w osobach: Stary, Młody i Kolega Młodego, rozładowywali wszystko na miejscu i wracali po kolejne. A ja z pieskiem naszym ówczesnym szykowałam kolejne tury.
Wspominam zawsze ten moment, kiedy to mieli przyjechać po ostatnie kartony i po mnie, a w mieszkaniu było już puściuteńko i nie było na czym usiąść ani się położyć, a kręgosłup wołał o pomoc. Mieliśmy wtedy w dużym pokoju wielką zabudowę z szafami aż po sam sufit i podłoga w tej szafie była wyłożona grubą wykładziną dywanową. Weszłyśmy więc z Dumką do tej szafy i położyłyśmy się na tej wykładzinie i tak, przytulone, leżałyśmy czekając na ostatni przeprowadzkowy transport.
Zawsze gdy odliczam te lata zamieszkania w różnych miejscach, to mi wychodzi, że w Słupsku mieszkałam najdłużej, no a potem to oczywiście Miasteczko. A teraz co się narobiło? W Miasteczku szesnaście lat i tutaj też szesnaście, to skąd ja bardziej jestem, no skąd?
Długi weekend to oczywiście wytężona praca w Gospodarstwie. Stary nadal grzebie się z wiatką, teraz przyszedł czas na wypełnianie przestrzeni pomiędzy belkami i tworzenie szachulca. Na froncie będą wypełnione tylko dole kwatery, na szczytowej ścianie - wszystkie. Stan na wczoraj wygląda tak: