Panna Młoda zadzwoniła z korektą, więc niech jej będzie! Że babcia nie mówiła o wzruszeniach i zachwytach i że nie mówiła również, że "zobowiązanie", ale całkiem inaczej. Ona pamięta swoje, a ja swoje, może mi się to z czasem wygładziło w głowie, a może mama w ostatnich latach sama złagodziła wydźwięk - teraz już tego nie sprawdzimy.
Tak więc tekst źródłowy powinien brzmieć raczej: bo to tylko kilka minut, a potem całe życie zmarnowane. No... hmmm hmmm.
A my zaliczyliśmy przedziwny pogodowo weekend, kiedy to przez większość czasu było zimno i lał deszcz, ale nagle sobota była cudna, jak z innego świata, no jakby się urwała z choinki. I większość tej soboty spędziliśmy w Ustce, która o tej porze roku zaczyna już być atrakcyjna nawet dla mnie. Mieliśmy zresztą na weekend Zuzię, jako główną atrakcję i tak sobie we troje połaziliśmy, poleżeliśmy i posiedzieliśmy w tej Ustce.
A na koniec pobytu patrzyliśmy z podziwem na potężne masy wody wlewające się do portu przy usteckim pirsie, aż nagrałam filmik.
Musimy koniecznie powtórzyć taką wyprawę z naszymi psami. Ciekawe, jak Gucio zareaguje na taką wielką wodę i taką wielką piaskownicę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz