20 grudnia 2024

A jednak powaliła mnie niemoc grudniowa, którą najpierw Stary przywlókł z miasta w postaci grypy żołądkowej, po czym sam ją sobie raz-dwa przechorował, a resztki wirusa zostawił mi do wykorzystania. U mnie już nie poszło tak szybko i przeżyłam najpierw koszmarną noc, kiedy to nawet przysypiałam kilka razy na podłodze w łazience, bo nie opłacało mi się wracać do łóżka... natomiast resztki wirusa ulokowały mi się w nosie i uruchomiły katar jak wodospad, co prawda tylko z jednej dziurki, ale za to z ubytkiem sił i strasznym spadkiem kondycji. Przyszło mi nawet do głowy, że to może jest nowoczesna wersja covida, ale w sumie testu nie zrobiłam, więc nie wiem. A katar jak to katar - trwał siedem dni i teraz już się niby skończył, ale wciąż męczy mnie kaszel i łeb mam wypchany niepotrzebną materią. No nic, jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej.

Unieruchomiona chorobą rozmyślałam nad urządzaniem nowego ogrodu warzywnego i nawet mi się rysuje całkiem fajny plan i miło tak znów coś zaczynać i planować.

Dziś rano miałam podany w Gdyni drugi zastrzyk izotopu Itr-90 i teraz na 48 godzin mam  założoną ortezę, ale mogę chodzić, więc nie jest źle. Mam nadzieję, że ten izotop poradzi sobie z resztkami przerośniętej błony maziowej i ukatrupi ją już do końca. Co prawda zupełnie normalnie chodzę i nic mnie nie boli, a po poprzednim izotopie bardzo mi się poprawił zakres zgięcia stawu, ale to jeszcze nie jest to, czego bym chciała, no bo płyn stawowy wciąż się zbiera w kolanie i uniemożliwia zarówno pełny wyprost, jak i pełne zgięcie. A jak już będę miała pełny wyprost i pełne zgięcie, to pewnie się położę i umrę, bo się nagle okaże, że znienacka minęło dwadzieścia pięć lat.

Idą święta, idą święta, a u nas okna brudne jak jasna cholera, ale nie wiem, czy znajdzie się ktoś chętny do ich umycia. Ale że zarośliśmy z lekka, a wieczór zapada o 15:00, to nawet nie tak dokuczliwe są te brudne okna, bez przesady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz