18 stycznia 2026

Zamroziło i przykryło białym gównem to wszystko co tu kocham - chwasty, błoto, trawska, a więc całe siedlisko roślin potrzebnych i niepotrzebnych czyli ogród, czyli życie.

Żeby przetrwać, włamałam się znów do excelowego dokumentu, w którym prowadzę ewidencję szaty roślinnej naszego ogrodu i z zachwytem odkryłam, że muszę pouzupełniać róże, bo tym nowym, z zeszłorocznych zakupów, wpisałam tylko nazwy, a potem już nie było czasu i pamięci. No i zaczęłam uzupełniać, co mi daje wiele radości i ciekawe zajęcie. I okazało się przy tym, że za nic w świecie sobie nie mogę przypomnieć, gdzie przesadziłam jedną różę sprzed ganku, no - czarna dziura w głowie. Sprawdzić nie ma jak, wszystko przysypane, a pod spodem nie wiadomo co i nie wiadomo gdzie. No ale  w końcu przyszło i to w trybie Pomysłowego Dobromira - ping! i jest. Przypomniało mi się, że chyba jak kopałam dla tej róży dół, to Nuka leżała koło szpadla i nadzorowała robotę i od razu wiedziałam, które to miejsce i nawet zaraz znalazłam fotki.

Z zajęć przyjemnych - dziergam wełnianą cienką chustę w technice entrelac, która jest mi znana od 2016 roku, ale tym razem konstrukcja jest z kwadratów i prostokątów, więc trochę bardziej angażująca zwoje mózgowe. I wymyśliłam sobie, że wstawię ją na aukcję charytatywną na Allegro, żeby się licytowała, ale nie wiem, czy sobie poradzę, bo dotychczas niczego na Allegro nie sprzedawałam, a wciąż tylko kupuję.

Kolejne zajęcie przyjemne to podglądanie z kamery kopytkowych tuż przed wieczornym zaśnięciem i nawet mi się udało jednego przyłapać i włączyć kamerę - takie małe cieląteczko!

Początki zimy i tego strasznego zaśnieżenia kopytkowe spędziły w lesie, ale chyba już tam wszystko zeżarły, bo znów łażą po wsi. Przychodzą na nasz bluszcz, jak każdego roku i zżerają wszystko co wystaje ponad śnieg, do wysokości jakiej są w stanie dosięgnąć. Tak wygląda before i after.


Bluszcz bluszczem, ale postanowiłam im też kupować jabłka i marchewkę i rozkładać wieczorem, to mi się poprawi szansa na jakiś film pełnometrażowy, czy nawet miniserial w sześciu odcinkach. 

Kiedy miewaliśmy w dawnych latach nadmiary jabłek, to jesienią wynosiłam spady za ten płotek i one nocami przychodziły to zjadać. Teraz swoich jabłek nie mamy zbyt wiele, ale przecież można kupić, to kupuję. Wieczorem rozkładam - rano NIMA, a ja bez sensu śpię, zamiast pilnować i włączyć nagrywanie. Została więc kupiona karta pamięci i trzeba będzie zrobić tak, żeby się samo nagrywało i żeby można było spać bez wyrzutów sumienia. 

6 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba drugi filmik. Na białym śniegu widac białą postać - czyli kamerka super. I na dodatek obraca się i centruje, nawet przez chwilkę Nuka była widoczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Młoda z USA filmowała i obracała kamerą :)

      Usuń
    2. Mogłas jej pomachać :)
      Super, że jest taka możliwość!

      Usuń
  2. I jeszcze pierwsza fotka. Miałam mocno kryminalne skojarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, to przecie Pies Ogrodnika we własnej osobie :)

      Usuń