Jestem, żyję, jogę robię cały czas, jakby kto pytał. Mało tego, to skoczyłyśmy se nawet z Lalką na jogę do Miasta i mamy ochotę skoczyć znów.
Z powodu nieprawdopodobnego zapchania dużej zamrażarki owocami, skończyła mi się faza na mrożenie i muszę się przeorganizować. Wyrzuciłam kiedyś ze swojego życia robienie przetworów do słoików, bo zdarzały mi się skuchy i słoik jeden czy drugi fermentował, a to mnie nieprawdopodobnie stresowało. Jestem bowiem skąpa z natury (po ojcu) i mam tzw. ból dupy na myśl, ile pracy w to włożyłam - od wysiania nasionek aż do wyniesienia przetworów do piwnicy - i jaka potężna energia się zmarnowała. I mam tu oczywiście na myśli wszystkie nakłady materialne i niematerialne.
Postanowiłam więc z tym skończyć i przeszłam na mrożenie. Powyrzucałam i porozdawałam wszystkie słoiki, a w piwnicy zagnieździłam się z maceratami i octami. No ale nie ma wyjścia, trzeba będzie się przeprosić, przynajmniej częściowo. Na pewno zacznę od wyrzucenia ogórków kiszonych, które kisiłam zawsze dla Młodego. Jak przyjeżdżała, to żarł te ogórki całymi słoikami i był zachwycony, a ja również, wiadomo - serce matki. Ostatniej tury jednak już nie skonsumował i niektóre z tych słoików wyglądają jakoś nietenteges, a my kiszonych ogórków nie lubimy, co świadczyć może o tym, że nie jesteśmy prawdziwymi Polakami.
Pierwszym przetworem, nazwanym roboczo "Leczo 1" napchałam cztery słoiki i właśnie się pasteryzują. Wyszło pyszne, bo wczoraj było też na obiad, więc zostało sprawdzone. Skład to pomidory własne od Lalki i oliwa z Cypru także, a reszta moja: cukinie, młode dyńki, pory, czosnek, rozmaryn, selery i pietruszka (całe, nawet z łodygami), fasolka szparagowa. Doprawiłam pieprzem, solą, zielem angielskim i jałowcem oraz octem porzeczkowym własnej roboty z porzeczek własnej uprawy, ufff! I jeszcze dwie sklepowe papryki, czerwone szpiczaste.
Myślę, że pojawi się jeszcze "Leczo 2" i może kolejne, a skład będzie modyfikowany wraz z upływem sezonu wegetacyjnego. Jeśli ktoś jeszcze na świecie nie widział, jaki mam boski warzywnik, to zapraszam na roleczkę.