Maj zapowiada mi się bardzo pracowicie i będzie obfitował w ważne wydarzenia. Po pierwsze jadę do diabetologa do Gdańska, do pani doktor, którą wynalazłam w sieci w sytuacji niemożności umówienia się do mojej diabetolog w Słupsku, choć... czy ona jest moja to nie wiem, bo byłam u niej zaledwie dwa czy trzy razy. Nie widziałam diabetologa ponad dwa lata, a miałam się raz w roku pokazywać, więc czas się ruszyć.
W maju też jest doroczny schroniskowy festyn, na którym już trzeci raz będę się wystawiała charytatywnie z moimi octami i kremikami. Muszę przygotować całą ofertę i wystrój stoiska, a z tym jest sporo roboty. Z octami to tylko rozlewanie i etykietka z nazwą, ale z kremikami większa kołomyja, tym bardziej, że nie do końca jeszcze wiem jakie będę robić i muszę w najbliższych dniach to zaplanować. No i opracowanie etykietek dłużej tu trwa, bo w opisie są podawane wszystkie składniki i trzeba uważać, żeby czegoś nie pomylić i nie przeoczyć, bo na przykład jedne panie są uczulone na wosk pszczeli a inne nie cierpią oliwy i czują ją w kremie, jeśli zioła macerowane były właśnie w oliwie. Ponieważ caluteńki utarg oddaję schronisku, to w tym roku poprosiłam ich o zakup opakowań - słoiczków i butelek.
Kolejnym majowym wydarzeniem będzie wyjazd z moimi Lejdis do Ołomuńca na nasz doroczny integracyjny weekendzik. Mamy tam wynajęte mieszkanie, a jedziemy do Ołomuńca pociągiem czeskich linii z Krakowa.
O koncercie już mi się nie chce teraz pisać i żałuję, że nie napisałam od razu, ale nie tak łatwo wracać i oglądać się za siebie, kiedy tyle rzeczy ciągnie mnie do przodu. I gdzie znowu jest to TU i TERAZ, no gdzie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz