No i minął prawie miesiąc od ostatniej notki i już nawet miałam osobiście zadawane pytanie, dlaczego nie piszę... no cóż, pochłania mnie ogród, który o tej porze jest bardzo piękny, ale i wymagający czasu i zaangażowania. A w dodatku byłam w tym czasie aż sześć dni poza domem, co jest potężnym kawałkiem wyrwanym ogrodowi w maju.
Zaliczyłam wypad do Miasteczka i wyjazd z moimi Lejdis do Ołomuńca w Czechach. Przy okazji zrobiłyśmy historyczne zestawienie naszych dorocznych spotkań i powstał przyszłoroczny plan -Warszawa i też pod koniec maja.
Postaram się pisać częściej, choć po kawałeczku, a na razie tylko sygnał, że żyję. I lecę sadzić na warzywniku ogórki i cukinie, bo rozsada wciąż w wielodoniczkach!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz