Trochę się odgruzowałam z powyjazdowych zaległości ogrodowych i nawet byłam już dwukrotnie w schronisku.
Tymczasem Nuka znów sobie wyłamała pazur, tym razem w przedniej łapce i Stary jeździ z nią na zastrzyki, bo jej się w ciągu dwóch dni rozkręcił stan zapalny. Całe szczęście, że choć na weekend dają nam te strzykawki do domu i Stary wtedy sam jej już podaje. Przez ten pazur łapka ją bolała, była smutna i nie chciała chodzić, a więc cierpiał i Gucio, bo stracił towarzyszkę ogrodowych zabaw i wyścigów. Kiedy więc Stary pojechał z Nuką do lecznicy, to poszłam z samym Guciem na spacer w pola, żeby sobie trochę poszalał, ale powiem szczerze, że spacer z jednym psem jest zupełnie do dupy i aż się poryczałam, bo mi się ciągle Burek przypominał i tam w tych polach bardzo łatwo jest za nim zapłakać.
A znów ta Nuka i długie spacery w pola to nie jest dobry pomysł i tego robić nie będziemy, bo ona w ogrodzie ma tyle ruchu, swobody i aktywności, że jej to w zupełności wystarczy; w życiu chyba tego nie miała w takich ilościach.
Aktywna staruszka, jak ja!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz