11 czerwca 2026

Pada i pada i ogród jest już namoknięty jak gąbka. Z jednej strony to radość, ale z drugiej, to chyba dziś trzeba rozpalić w piecu i puścić grzanie na podłogówkę, żeby gdzieś dosuszyć pranie, zmoczone psie kocyki i posłania. No bo zamiast żeby w nocy lało, a w dzień było słonecznie, to żadnego w tym umiaru!

Mamy u Nuki problem z pazurami, które wyłamują się jej nagminnie. Pierwszy był zimą i to mógł być incydent, bo było wtedy wszędzie bardzo utrudnione chodzenie po tym zamarzniętym śniegu. Ale teraz, od 25 maja to już jest trzeci wyłamany pazur, przy czym po pierwszym była konieczna sześciodniowa kuracja antybiotykiem w zastrzykach, bo przyplątał się od razu stan zapalny. Przypuszczamy, że ma to związek z niedoczynnością tarczycy, wykrytą u niej w marcu, kiedy to hormony wyszły w badaniu poniżej poziomu wykrywalności. Od tego czasu ma włączone tabletki hormonalne i mamy nadzieję, że jak jej się już wyrównają te poziomy, to i pazurki się wzmocnią. Bo to, co jej się wyłamuje, to są przecież stare pazury, które wyrosły w czasie, gdy już na pewno chorowała na tarczycę, a nikt jeszcze o tym nie wiedział. Oby te nowe odrosły mocniejsze, bo serce pęka, gdy pies cierpi. 

A tymczasem na bieżąco staramy się korygować długość tych pazurów, obcinając po malusieńkim kawałeczku co kilka dni, żeby nie zahaczyć o macierz w ich wnętrzu. Stary używa do tego celu zestawu do cięcia kabli, a sunia przecierpliwie znosi te zabiegi. Na naturalne ścieranie pazurów nie ma co liczyć, bo cały ogród jest trawiasty, a zresztą te pazury rosną jej bardzo nierównomiernie - jedne prawie wcale, a inne znów jak pierdolnięte. No a łapy u owczarki stawiane są nieskładnie, zwłaszcza te tylne, wiadomo, choć na szczęście nie jakoś drastycznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz