24 lipca 2026

Ponieważ teraz są modne różne jogi szczegółowe, jak na przykład "joga twarzy", "joga w krześle" czy "joga na tarasie", to i ja postanowiłam nadążać za czasami i mam swoją jogę na tarasie. No bo jak Stary wykończył tarasik i ustawiliśmy tam stolik i krzesła, to... aż się prosiło rzucić jeszcze matę. I tak jakoś samo z siebie się porobiło, że od połowy lipca robię sobie codziennie krótką praktykę (tak z pół godziny), rano przed śniadaniem. Wczoraj pierwszy raz mi się tam zachciało wejść do stania na głowie, ale zaniechałam, bo wiało dość mocno i trochę mi dziwnie było, bo ja przecież nie wiem, jak się na wietrze stoi na głowie! Ale dziś już nie wiało. 

Nuka wreszcie przestała sobie wyłamywać pazury i już od dłuższego czasu jest spokój, ale też pilnujemy ich skracania, a ona znosi to z niezwykłym spokojem. Najpierw co prawda ucieka i próbuje uniknąć, ale jak już widzi, że nie ma wyjścia, to się kładzie na podłodze i grzecznie leży. Ja siedzę jej przy głowie z głaskankiem i pochwałami, a Stary kolejno oporządza wszystkie pazury. I naprawdę nie trzeba jej w żaden sposób przytrzymywać czy unieruchamiać, bo ona leży spokojnie i cierpliwie poddaje się egzekucji. Tresowana niemiecka maszyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz