Tak więc w piątek raniutko byłam w Szpitalu Morskim w Gdyni na piątym zastrzyku izotopowym, a potem spędziłam dwa dni w ortezie sięgającej o morza do Tatr i utrzymującej moje kolano w przymusowym wyproście przez 48 godzin. Pomogło mi to dokończyć nową serwetę, której wzór nakazywał już w ostatnim okrążeniu przerobienie dziewięciuset oczek, więc mili państwo, czas już był. Oto ona, ma metr średnicy, kolor ecru.
Serweta jest wyprana i zablokowana w kształcie i wymiarach i schnie sobie grzecznie na podłodze, rozpięta i przyszpilona do specjalnych piankowych puzzli, na których rozłożona jest bawełniana tkanina. Jestem zachwycona tym wzorem i być może go powtórzę, kto wie! W ogóle ten typ pracy dziewiarskiej zachwyca mnie we wszystkich etapach i aspektach i cała trasa do uzyskania końcowego efektu sprawia mi wielką frajdę. Wlicza się w to czytanie wzoru, a nawet odnajdywanie błędów w schemacie i ich naprawianie! Kto wie, czy się na starość nie wyspecjalizuję, bo już kolejny wzór czeka i nici też przygotowane, więc to już by była trzecia z rzędu.
Pierwszą z nich robiłam "po nic", po prostu wzór mi się spodobał i postanowiłam, że biorę się za to, zwłaszcza, że kordonki też miałam z jakichś zasobów sprzed kilku lat, też kupione nie wiadomo po co. O, taka, kolor bardzo bardzo bladego różu.
Pochwaliłam się nią publicznie i pewna obca osoba poprosiła mnie o wykonanie takiej (tylko większej) serwety na zamówienie, ale odmówiłam. Jednak teraz zastanawiam się, czy nie zmienić decyzji. Tamta miałaby mieć średnicę 130 cm i to mnie najbardziej przeraziło, ale jeśli teraz zrobiłam metrową, to w sumie... już niedaleko. Miałby to być dla tej osoby składkowy prezent emerytalny od koleżeństwa z pracy.
Jest jeszcze kwestia ceny i to jej wysokości, jak i samego sposobu rozliczenia płatności. Tanio ode mnie kupić się nie da. Albo sprzedaję drogo, albo daję w prezencie i tylko te dwie ewentualności wchodzą w grę. Myślę, ile by miała kosztować taka praca i jaką część płatności powinnam dostać z góry, a jaką po wykonaniu. Nie wiem. Ale wiem kto wie i gdzie tego szukać, więc znajdę.
Serwety na drutach są lekkie i delikatne jak pajęcza sieć i nie da się ich porównać z szydełkowanymi obrusami i serwetami. Szydełko daje wyrób gęsty, ciężki i sztywny, a tu mamy coś zupełnie innego. Precyzja i trudność wykonania też jest zupełnie inna - trzeba ogromniej uważności bo prucie (zarówno przypadkowe, jak i kontrolowane) takiej koronki, to jest horror.
Nowa serweta będzie prawdopodobnie narzucona jako abażur na lampę - albo u Starego na górze, albo u mnie na dole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz