Pojutrze minie rok od dnia, kiedy zamieszkała z nami Nuka. Najpierw był długi proces zapoznawania jej z naszą rodziną, czyli z dwiema osobami ludzkimi i dwiema psięcymi, a potem już na zawsze dołączyła do stada. W listopadzie Nuka skończy dziewięć lat, jest więc już babcią, ale żwawą, tak jak ja.
Jakiś czas temu, już po odejściu Kory wykiełkował pomysł, żeby przygarniać na spokojną i szczęśliwą emeryturę jakąś starszą sunię ze schroniska, a potem kolejną, kiedy zwolni się miejsce w naszym stadzie. Był też wtedy plan na trzy psy jednocześnie, ale niestety nad tym planem ciąży klątwa pożegnań i wychodzi na to, że dwa to jest liczba, przy której musimy pozostać. Zresztą obecnie, nie ukrywajmy, wyżywienie takiego krówska jak Nuka, nie pozostawia już przestrzeni finansowej na kolejne żarłoki.
To nasz trzeci pies ze słupskiego schroniska, a szósty w ogóle i z pewnością - nigdy więcej żadnych kupowanych psów; teraz, gdy mija już czwarty rok mojego wolontariatu jest to dla mnie jasne jak słońce.
Taka to była wtedy nieszczęśliwa i smutna szkieletorka...
Odkarmiliśmy ją, rozpieściliśmy, sprawiliśmy, że się stała radosną i szczęśliwą sunią. Rozprogramowaliśmy ją też trochę i już nie jest taką tresowaną niemiecką maszyną, potrafi nawet nie przyjść na zawołanie. No i nauczyła się od Gucia świrowania przy podpinaniu szelek na spacer, ale za to Gucio nauczył się od niej nieświrowania po usłyszeniu dzwonka do furtki (ale to tylko wtedy, gdy są w domu i drzwi do ogrodu są zamknięte, więc nie od wiosny do jesieni, bo wtedy wybiegają otwartymi drzwiami jak wystrzeleni z procy i drą ryja przy furtce).
Trzeba było ją nauczyć głaskania, przytulania, pieszczoty - zupełnie tego nie umiała obsługiwać, ani nie wiedziała, co to takiego i co to się dzieje... To teraz już umie. W nocy śpi z nami w sypialni, ma posłania w kilku miejscach w domu i korzysta z tego, które pozwala jej pozostawać z nami w kontakcie. W ogrodzie, gdy jest sama, to pilnuje obejścia w swoim ulubionym miejscu z widokiem na furtkę, a kiedy ja też z nią wychodzę, to nie odstępuje mnie na krok. Pięknie wtedy okazuje radość, biegnąc obok i wznosząc do góry szeroko rozdziawiony pysk z tymi swoimi rzadkimi zębami.
Moja owczarka rzadkozębna.
Wszystkiego najszczęśliwszego Nusiuuuu <3
OdpowiedzUsuńYasne, że yes. ;D
UsuńYakże dziękujemy. Od roku w USA i yuż yey się yęzyk plącze.
Usuń