Wczoraj świat ogarnęła euforia i psychoza w związku z częściowym zaćmieniem słońca, które widoczne było w Polsce (bo całkowite to tylko w Hiszpanii, ale nie jechałam). Mało tego, również w Polsce nie oglądałam, bo stwierdziłam, że skoro nie jestem wyposażona w okulary, to się nie ma co wydurniać i oglądałam sobie streaming na żywo Karola Wójcickiego, którego profil "Z głową w gwiazdach" obserwuję od dawna.
I tu zaczęłam grzebać w zdjęciach, bo mi się przypomniała niezwykła aura podczas całkowitego zaćmienia słońca w sierpniu 1999, kiedy to oglądaliśmy je z dziećmi na krakowskim Rynku Głównym. W kulminacyjnym punkcie ludzie siadali na płycie Rynku, tak normalnie na ziemi i wszyscy odwróceni w jednym kierunku, no naprawdę było to niesamowite, a zwłaszcza kolor świata był wtedy niesamowity - przed i po zaćmieniu. Zdjęcia pokazują, że byliśmy też wtedy w Wieliczce, na Wawelu i w Smoczej Jamie, a potem pojechaliśmy na Słowację i do Rytra, gdzie spędzaliśmy wakacje kilka lat z rzędu.
Pierwsze zdjęcie to jest na ulicy Szewskiej lub Anny, może ktoś rozpozna
Na drugim - Collegium Novum UJ, gdzie tłumaczyłam córce (wtedy gimnazjalnej), że jeśli studiować, to nie byle gdzie
A na ostatnim - macają na szczęście serce Dzwonu Zygmunta na Wawelu.
Jak więc widać, zaćmienia słońca z niejednego pieca jadłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz