08 sierpnia 2026

Jestem, żyję, jogę robię cały czas, jakby kto pytał. Mało tego, to skoczyłyśmy se nawet z Lalką na jogę do Miasta i mamy ochotę skoczyć znów. 

Z powodu nieprawdopodobnego zapchania dużej zamrażarki owocami, skończyła mi się faza na mrożenie i muszę się przeorganizować. Wyrzuciłam kiedyś ze swojego życia robienie przetworów do słoików, bo zdarzały mi się skuchy i słoik jeden czy drugi fermentował, a to mnie nieprawdopodobnie stresowało. Jestem bowiem skąpa z natury (po ojcu) i mam tzw. ból dupy na myśl, ile pracy w to włożyłam - od wysiania nasionek aż do wyniesienia przetworów do piwnicy - i jaka potężna energia się zmarnowała. I mam tu oczywiście na myśli wszystkie nakłady materialne i niematerialne.

Postanowiłam więc z tym skończyć i przeszłam na mrożenie. Powyrzucałam i porozdawałam wszystkie słoiki, a w piwnicy zagnieździłam się z maceratami i octami. No ale nie ma wyjścia, trzeba będzie się przeprosić, przynajmniej częściowo. Na pewno zacznę od wyrzucenia ogórków kiszonych, które kisiłam zawsze dla Młodego. Jak przyjeżdżała, to żarł te ogórki całymi słoikami i był zachwycony, a ja również, wiadomo - serce matki. Ostatniej tury jednak już nie skonsumował i niektóre z tych słoików wyglądają jakoś nietenteges, a my kiszonych ogórków nie lubimy, co świadczyć może o tym, że nie jesteśmy prawdziwymi Polakami.

Pierwszym przetworem, nazwanym roboczo "Leczo 1" napchałam cztery słoiki i właśnie się pasteryzują. Wyszło pyszne, bo wczoraj było też na obiad, więc zostało sprawdzone. Skład to pomidory własne od Lalki i oliwa z Cypru także, a reszta moja: cukinie, młode dyńki, pory, czosnek, rozmaryn, selery i pietruszka (całe, nawet z łodygami), fasolka szparagowa. Doprawiłam pieprzem, solą, zielem angielskim i jałowcem oraz octem porzeczkowym własnej roboty z porzeczek własnej uprawy, ufff! I jeszcze dwie sklepowe papryki, czerwone szpiczaste. 

Myślę, że pojawi się jeszcze "Leczo 2" i może kolejne, a skład będzie modyfikowany wraz z upływem sezonu wegetacyjnego. Jeśli ktoś jeszcze na świecie nie widział, jaki mam boski warzywnik, to zapraszam na roleczkę. 

4 komentarze:

  1. Świetny jest Twój warzywnik. Nie dość, że podwyższone grządki i łatwiejszy dostęp, to jeszcze piękne kwietniki . Rośliny wydają się byc zadowolone z wielogatunkowego towarzystwa bo kwitną i owocują na potęgę :)
    Leczo to moje ulubione danie. Zdrowe, pikantne. Jeszcze można cebulę, jabłko i marchewkę. Próbowałam i smaczne.
    Pozdrawiam i gratuluję Ogrodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę robić różne warianty, a cebuli tym razem nie było,. bo mam jej niewiele, za to dodałam cebulaste pory. Jeszcze chyba zrobię taki sos czosnkowo-pomidorowy i cos z buraków też wykombinuję.

      Usuń
  2. Warzywnik przepiękny! Grządek podwyższonych zazdroszczę. Ostatnio też przestawiam się na mrożenie, bo nie mam zdrowia do stania przy garach i słoikach. Tylko że moja zmrażarka niewielka, więc i tak część zbiorów i darów od znajomych musiałam zagotować. Leczo też uwielbiam, można zagospodarować wszelkie warzywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już właśnie w ubiegłym roku chciałam kupić drugą zamrażarkę (a ta pierwsza ma wysokość tak z 1,8 m), , ale sąsidka mi podpowiedziała, że jak zacznę w końcu jeść to, co zamrażam, to może nie będzie trzeba :)
      I tak rzeczywiście się stało.
      Grządki podwyższone polecam, to drugi sezon, sa super!

      Usuń